Za cenę ukraińskiej niepodległości. Czy Polska okupowała Ukrainę?

17 października 2017 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski wydało oficjalny komunikat: „Polska nigdy nie okupowała Ukrainy. Niektóre terytoria dzisiejszego państwa ukraińskiego wchodziły w skład Rzeczypospolitej Polski na mocy prawa międzynarodowego."

17 października 2017 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski wydało oficjalny komunikat: „Polska nigdy nie okupowała Ukrainy. Niektóre terytoria dzisiejszego państwa ukraińskiego wchodziły w skład Rzeczypospolitej Polski na mocy prawa międzynarodowego."

Przez cały ubiegły rok polska dyplomacja nie sprostowała tej deklaracji i nie zmieniła swego stanowiska wobec wydarzeń historycznych, które faktycznie miały miejsce w przeszłości.

 Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski: „Polska nigdy nie okupowała Ukrainy"

W polskich mediach pojawiła się rozmowa dziennikarki Marii Pyż z prezesem polskiego Instytutu Pamięci Narodowej Jarosławem Szarkiem. Publikacja ukazała się pod tytułem - „Nigdy nie było polskiej okupacji we Lwowie, to była Niepodległa Rzeczpospolita."  

Dalej dosłowny cytat ze słów Jarosława Szarka.

„To nie była absolutnie Polska okupacja. To była Niepodległa Rzeczpospolita. Rzeczpospolita była domem nie tylko Polaków, ale Ukraińców, Żydów, Białorusinów. (…) Okupacja była niemiecka i sowiecka, ale nigdy nie było polskiej okupacji we Lwowie."

Nie jest dobrze, gdy politycy ignorują fakty, które znajdują się w źródłach historycznych.

W 17 dniu polskiej niepodległości – 28 listopada 1918 roku – tymczasowy zwierznik państwa marszałek Józef Piłsudski wyjaśnił w instrukcjach dla swego generała Tadeusza Rozwadowskiego polityczne przesłanki wydanego rozkazu okupacji ukraińskiej ziemi w Galicji i na Wołyniu.

Dokument ten dokument jest dobrze znany polskim historykom, chociaż nigdy nie był opublikowany po polsku w całości. W Archiwum Państwowym Obwodu Lwowskiego przechowywany jest „lwowski" egzemplarz tych instrukcji Piłsudskiego dla Rozwadowskiego.

W tym dokumencie marszałek Piłsudski kilka razy nazywa okupację – okupacją:

„ ...uważam, że jedynym wyjściem jest zaprowadzenie na terenie Galicji Wschodniej zajętej przez nasze wojska, okupacji wojskowej, do której uprawnieni jesteśmy wypowiedzeniem otwartej wojny przez Rusinów ludności polskiej, zamieszkującej Galicję Wschodnią".

 

Dalej marszałek Piłsudski kontynuował:

„Okupacja wojskowa pozwala tymczasowo nie rozstrzygać spraw politycznych, które w obecnym momencie nie są jeszcze dojrzałe do definitywnego załatwienia i która nie zamyka żadnych dróg możliwości rozwiązania kwestii polsko-ruskiej zgodnie z naszymi interesami. Z zasady tej płyną następujące konsekwencje, jako moje postanowienie."

 

Potem Piłsudski przeszedł do wyjaśnienia, co generał Rozwadowski powinien zrobić na okupowanych terenach.

„ Zarząd terenów Galicji Wschodniej, zajętych przez wojsko polskie należy do władzy wojskowej. Władze cywilne mają być powoływane do życia jako organy pomocnicze, przez czynnik wojskowy i przez niego zatwierdzone.

 

Jestem przekonany, że Pan Generał, znający doskonale stosunki Galicji Wschodniej, potrafi oprzeć zarząd cywilny na elementach polskich i wciągnie inne narodowości do tego zarządu tylko dla stworzenia korzystnych dla nas pozorów."

 

„W poprzedniej instrukcji określiłem, że terenem działania Pana Generała jest kraj zamieszkały przez ludność polską i ruską. Użyłem tego terminu rozmyślnie, by w ten sposób działalności wojskowej i okupowaniu nie stawiać ograniczeń, jesli chodzi o kierunek na wschód."

„Proszę Pana Generała by mi zechciał podać nazwiska oficerów i żołnierzy, którzy odznaczyli się przy odzyskiwaniu Lwowa,..."

Sprawa instrukcji Piłsudskiego prowokuje do postawienia współczesnym politykom polskim kłopotliwych dla nich pytania:

Marszałek Józef Piłsudski

Jeśli okupacji nie było, to dlaczego Piłsudski cały czas używa właśnie tego wyrażenia: „okupacja wojskowa"?

Jeśli okupacji Lwowa nie było, to dlaczego Piłsudski prosi o imiona żołnierzy, którzy odznaczyli się przy zajeciu Lwowa?

Jeśli to nie była okupacja, to dlaczego władza została przekazana strukturom wojskowym?

Jakich to spraw politycznych „pozwala" tymczasowo nie rozstrzygać okupacja wojskowa?

Dzisiejsi kierownicy polskiej dyplomacji i Instytutu Pamięci Narodowej unikają odpowiedzi na te pytania.

Chronologia wydarzeń w pełni podważa zarówno oficjalne stanowisko Ministerstwa Spraw Zagranicznych Polski jak i słowa prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

Pod koniec października 1918 roku zaczyna się wyścig między Ukraińcami i Polakami: kto szybciej ogłosi swoją państwowość na gruzach Austro–Wegier.

16 października 1918 roku cesarz Karol I wydał Manifest „Do moich wiernych Austriackich ludów" w którym ogłosił prawo do utworzenia niepodległych państw przez narodowości z których tworzyła się „patchworkowa monarchia" Habsburgów.

Ten manifest to echo „14 punktów", które amerykański prezydent Woodrow Wilson ogłosił jeszcze na początku stycznia 1918 roku.

Punkt 10 przewidywał umożliwienie autonomicznego rozwoju narodom Austro-Węgier, a co do przyszłego państwa polskiego Wilson zaznaczył w pkt.13: "Stworzenie niepodległego państwa na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległą politycznie i gospodarczo,a integralność terytoriów tego państwa powinna być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową."

Problem polegał na tym, że znacznej części elit zależało aby włączyć do składu niepodległej Polski ziemie, które były zamieszkałe przez inne narody, i w których Polacy byli mniejszością – znaczna część regjonów Lwowszczyzny, Tarnopolszczyzny, Podkarpacia i Wołynia nie miały przewagi ludności polskiej.

Na przykład, w powiecie łuckim, przed wojną, w 1911 roku, było prawie 10% Polaków. I to był największy procent na całym Wołyniu. We wszystkich innych powiatach Wołynia Polaków było jeszcze mniej.

Ale w samym Łucku było 10% Ukraińców. Miasta Galicji i Wołynia pozostawały polskimi i żydowskimi wyspami na ukraińskim morzu.

Dlatego wojskowa okupacja (jak pisał Piłsudski) była sprzeczna z Manifestem Karola I i 14 punktami Thomasa Woodrowa Wilsona.

Marszałek Piłsudski bardzo dobrze to rozumiał. Właśnie dlatego wybrał on drogę „faktów dokonanych" - żeby postawić wspólnotę międzynarodową przed faktami: „Lwów – nasz! Łuck – nasz!".

Ale nie mógł on ignorować tych dokumentów, ponieważ właśnie one tworzyły podstawy prawne dla utworzenia polskiej niepodległości: „Manifest (byłego) cesarza Karola I jest wyznawany przez Polskę o tyle o ile na jego osnowie była utworzona Polska Komisja Likwidacyjna."

Czyli odrzucić ten Manifest można było tylko za cenę utraty legalności Komisji Likwidacyjnej, która jesienią 1918 roku była jednym z kluczowych instrumentów utworzenia niepodległego państwa polskiego.

Ale ten sam Manifest był taką samą podstawą dla ogłoszenia niepodległego państwa ukraińskiego, ponieważ wyznaczał prawa na samookreślenie również dla Ukraińców.

I Ukraińcy w pełnej mierze wykorzystali tę możliwość. Dwa dni po tym jak został ogłoszony Manifest cesarza – ukraińscy deputowani parlamentu austriackiego oraz galicyjskiego i bukowińskiego sejmików krajowych utworzyli Ukraińska Radę Narodową.

19 października Ukraińska Rada Narodowa ogłosiła ukraińską państwowość, którą my dzisiaj wspominamy jak Zachodnioukraińską Republikę Ludową.

 19 października Ukraińska Rada Narodowa ogłosiła ukraińską państwowość

Ukraińcy wykorzystali legalne instrumenty utworzenia państwowości z ułamków Monarchii Austro-Węgierskiej.

Co w takich warunkach pozostało Piłsudskiemu, który dopiero 10 listopada przybył do Warszawy, po tym jak został zwolniony z niemieckiego więzienia?

Tylko polityka faktów dokonanych: działania wojenne i w przypadku powodzenia wojskowa okupacja zajętych terenów i długie negocjacje z partnerami na Zachodzie, żeby legitymizować okupację Wschodniej Galicji i Zachodniego Wołynia.

O tym właśnie marszałek Piłsudski pisał do gen. Rozwadowskiego: „Okupacja wojskowa pozwala tymczasowo nie rozstrzygać spraw politycznych, które w obecnym momencie nie są jeszcze dojrzałe do definitywnego załatwienia."

W tłumaczeniu na język potoczny oznaczało to: okupujemy tereny, a potem – zobaczymy, jak szybko uda się zawrzeć porozumienie ze wspólnotą międzynarodową.

Marszałek Piłsudski dobrze rozumiał, że takie działania są sprzeczne z zasadami, które zostały zawarte w Manifeście Karola I i w „14 punktach" Wilsona. Rozumiał, że droga negocjacji jest dłuższa niż droga okupacji i nakazał swoim generałom by szli drogą krótszą.

Dla legalizacji aneksji Galicji Wschodniej i Zachodniego Wołynia, które były przeważnie zasiedlone Ukraińcami, potrzeba były 5 lat walk i negocjacji.

I tylko w 1923 roku ostatecznie zawarto system umów, które legitymizowały włączenie do Polski zdobytych terenów, zasiedlonych przez Ukraińców. Przy czym mandat Polski na tych terenach nie był bezwarunkowy: zawarto w nich szereg zastrzeżeń, które jednak nigdy nie zostały przez rząd polski spełnione.

Dlatego MSZ Polski, delikatnie mówiąc, mija się z prawdą, twierdząc, że Polska NIGDY nie okupowała Ukrainy.

Czyny Piłsudskiego założyły podwaliny dla nowego napięcia w spirali konfliktu polsko-ukraińskiego.

Międzywojenna Polska nie stała się dla Ukraińców matką – ojczyzną. Polska była dla Ukraińców macochą.

Ukraińcy zapamiętali ten czas właśnie jak okupację. Ukraińcy nie mieli równego dostępu do wykształcenia i do udziału w zarządzaniu państwowym. Dla wielu był to okres cenzury, Berezy Kartuzkiej i „kordonu sokalskiego", zbrojnych pacyfikacji, niszczenia cerkwi prawosławnych, osadnictwa i - w odpowiedzi na wszystkie te pogwałcenia praw człowieka – ukraińskiego terroryzmu wobec państwa polskiego.

Politycznie Banderę zrodził Piłsudski.

Podczas II wojny światowej ten konflikt wybuchł krwawym rozwiązaniem.

Rzezi wołyńskiej nigdy by nie było, gdyby jesienią 1918 roku nie było polskiej okupacji terenów, zamieszkałych przez Ukraińców. To był błąd, za który i Polacy i Ukraińcy zapłacili straszną cenę. To nie usprawiedliwia rzezi, ale tłumaczy jedną z jej przyczyn.

Dzisiejsze polityczne przywództwo Polski okazało się niezdolne do krytycznej oceny własnej historii, niezdolne do przyznania się do pomyłek.

Dlaczego?

Środowiska, które dzisiaj kształtują polityczny ład w Polsce, paradoksalnie jednoczą imperialny paternalizm dotyczący "młodszych braci" z kompleksem ofiary – "Chrystusa narodów."

Kompleks ofiary przewiduje subiektywizm - czyli odpowiedzialność za własne czyny.

A imperializm nigdy nie bywa pasywny. Imperializm jest przesadnie paternalistyczny do "młodszych braci."

Ale historia znacznej części polskiego społeczeństwa dzisiaj - to historia tych, kto nie może się zdecydować, czy Polska jest subiektem, czy obiektem w tej historii. Bo ta historia - to historia o odważnym braniu odpowiedzialności za swoje czyny.

Piłsudski tą odwagę miał: on odważnie popełniał błędy, które potem kosztowały Polaków i Ukraińców dziesiątki tysięcy ludzkich istnień. Ale on, przynajmniej brał odpowiedzialność kiedy wydawał rozkazy dokonania okupacji wojskowej terenów, do których nie miał prawa.

Współczesnemu przywództwu politycznemu bardziej komfortowo jest być ofiarą: "Polska NIGDY nie okupowała Ukrainy."

Ale taki sposób myślenia zrywa wszystkie związki między przyczynami i skutkami wydarzeń dwudziestolecia międzywojennego. Wojskowa okupacja terenów, które na 70-80% były zasiedlone przez Ukraińców, którzy pragnęli mieć swoje niepodległe państwo - nie mogła nie stworzyć nowego napięcia między Polakami i Ukraińcami. Eksplozja wybuchła w latach 1943–1944 i była tylko następstwem decyzji z lat 1918–1923.

Czyli jak tylko ta część polskiego społeczeństwa rezygnuje z paradygmatu ofiary i uświadamia sobie odpowiedzialność odrodzonego państwa polskiego za przyjęcie postanowień z przeszłości, uświadamia błędy i straszną cenę - legnie w gruzach cała piękna logika historii międzywojennej "Arkadii."

Ten obraz dawno jest częścią nowoczesnej polskiej tożsamości, a tożsamość– to odpowiedź na pytanie: kim ty jesteś, a kim - nie. I tutaj raptem staje się jasne, że piękna "Arkadia" dla kogoś w tych czasach bardziej przypomina Maghreb pod francuskim kolonialnym panowaniem, a "Chrystus narodów" - staje się w cudzych oczach "Piłatem narodów."

Takie refleksje są bardzo bolesne. Bardzo trudno je przyjąć. Dlatego Ukraińcy powinni ze zrozumieniem odnosić się do kompleksów ludzi, którzy dzisiaj kształtują politykę w Polsce. Bardzo trudno uświadomić, że mogłeś być dla kogoś Piłatem, kiedy chcesz widzieć w sobie Chrystusa Narodów.

Prezes polskiego Instytutu Pamięci Narodowej, w już wspomnianym wywiadzie, mówi:"Chcę przypomnieć – relacje Polski z mniejszością ukraińską w czasie niepodległej Rzeczypospolitej nie były idealne, ale to była Polska Niepodległa. Ludność ukraińska miała swe prawa. Chcę przypomnieć tylko jak wyglądał los Ukraińców po stronie sowieckiej. W Polsce nie było Wielkiego Głodu, nie było terroru."

Z perspektywy Ukraińców Galicji i Wołynia te słowa brzmią trochę w taki sposób, powiedzmy, czemu wy się oburzacie - przecież my gnębiliśmy was łagodniej niż inni.

Właśnie dlatego powstaje kluczowe pytanie: czy konflikt zbrojny Polaków z Ukraińcami i okupacja ukraińskiej ziemi stały się jedną z przyczyn przez które Ukraina utraciła swoją niepodległość.

Wielki Głód, Wielki Terror i "Bereza Kartuzka" - to wszystko było tylko następstwem utraty ukraińskiej niepodległości.

To pokolenie Polaków, które walczyło o swoją niepodległość, zdobyło ją w 1918, a potem straciło w 1939 roku, lepiej zrozumiało dlaczego Polska okazała się taka słaba przed zewnętrznymi wyzwaniami.

Polskie państwo nie miało potrzebnej wewnętrznej siły. Nie było potrzebnej jedności narodowej: zadziałały światopoglądowe, polityczne, warstwowe podziały polskiego społeczeństwa. Ale najważniejsze - trudno spodziewać się jakiejś jedności, jeśli znaczna część obywateli żyje jak pod cudzą okupacją. "Dom podzielony na dwoje nie utrzyma się."

Ale pokolenie polskiej niepodległości i pokolenie ich dzieci miało odwagę mówić o błędach międzywojennej Polski głośno - rzecz jasna ci którzy mieli wewnętrzną wolność od kompleksu ofiary.

Dla Ukraińców to jeszcze jedna lekcja: nie tylko uświadomienie sobie swoich błędów, które doprowadziły do utraty ukraińskiej niepodległości sto lat temu, ale i uświadomienie sobie swojej przeszłości tak, żeby traumy tej przeszłości nie panowały nad naszą świadomością.

Utrata ukraińskiej niepodległości kosztowała nas około szesnaście (16!) milinów ludzkich istnień na przestrzeni XX stulecia. I dla wielu Ukraińców kompleks ofiary też jest wytłumaczeniem dla nie najlepszych steoretypowych zachowań dzisiaj.

To, co teraz dzieje się z polskim społeczeństwem - to niepokojący sygnał dla Ukraińców, którzy kąpią się we własnych kompleksach: nie trzeba wrogów żeby wyrządzić sobie samemu największą krzywdę.

Wcześniej wśród Polaków byli tacy gigańci jak Jerzy Giedroyc i Jacek Kuroń. Oni nie wykorzystywali kompleksu ofiary swoich współobywateli. Teraz wśród polskich polityków nie ma działaczy takiego formatu, nie ma tych, kto ma odwagę mówić Polakom o polskich błędach popełnianych w przeszłości.

Jacek Kuroń wielokrotnie powtarzał, że Polska przynajmniej dwukrotnie w XX wieku stanęła na drodze ukraińskiej niepodległości.

Polska wywalczyła swą niepodległość za cenę niepodległości Ukrainy.

Nadszedł czas by powiedzieć o tym głośno.

Instrukcji marszałka Józefa Piłsudskiego dla generała Tadeusza Rozwadowskiego od 28 listopada 1918 roku

[ЛОДА, ф. 129, оп. 2, спр. 1642, арк. 19-20]

O?eksandr Zinczenko: Za cenę ukraińskiej niepodległości. Czy Polska okupowała Ukrainę?

17 października 2017 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski wydało oficjalny komunikat: „Polska nigdy nie okupowała Ukrainy. Niektóre terytoria dzisiejszego państwa ukraińskiego wchodziły w skład Rzeczypospolitej Polski na mocy prawa międzynarodowego."